ul. Kościuszki 6, 32-650 Kęty
tel. +48 338452146

 

Watykan, 1 kwietnia 2012, w Niedzielę Palmową

 

Do Czcigodnego Brata Domenico Sorrentino, biskupa Asyżu!

Z radością dowiedziałem się, że w tej diecezji, tak samo jak pośród franciszkanów i klarysek na całym świecie, wspomina się św. Klarę w „Roku Klariańskim”, z okazji 800-lecia jej „nawrócenia” i konsekracji. To wydarzenie, mające miejsce między 1211 a 1212 rokiem, uzupełniło, jeśli można tak powiedzieć, „po kobiecemu” łaskę, którą ledwo kilka lat temu osiągnęła wspólnota asyska dzięki nawróceniu syna Piotra Bernardone. I jak było to w przypadku Franciszka, także w decyzji Klary krył się zalążek nowej wspólnoty, zakon klariański, który stawszy się dorodnym drzewem, w płodnej ciszy klasztorów kontynuuje rozsiewanie dobrego ziarna Ewangelii i służy sprawie Królestwa Bożego.

Ta radosna okoliczność skłania mnie do powrotu myślą do Asyżu, by rozważyć z Tobą, czcigodny Bracie, i wspólnotą Tobie powierzoną, jak również z synami św. Franciszka i córkami św. Klary, znaczenie tego wydarzenia. Ono bowiem przemawia też do naszego pokolenia i fascynuje przede wszystkim młodych, do których kieruję moje pełne miłości myśli z okazji Światowego Dnia Młodzieży, obchodzonego w tym roku, jak zwykle, w Kościołach lokalnych właśnie w dzisiejszą Niedzielę Palmową.

O swoim radykalnym wyborze sama Święta w swoim Testamencie mówi jako o „na-wróceniu” (zob. ŹF: TKl 8). To właśnie chciałbym wziąć za punkt wyjścia, podejmując jakby myśl z kazania o nawróceniu Franciszka z 17.06.2007 r., gdy miałem okazję odwiedzić tę diecezję. Historia nawrócenia Klary ściśle łączy się liturgicznym świętem Niedzieli Palmowej. Pisze bowiem jej biograf: „Zbliżała się Niedziela Palmowa. Dziewczyna z płonącym sercem udaje się do męża Bożego, by go zapytać, co i jak powinna zrobić, bo właśnie zamierza zmienić swoje życie. Ojciec Franciszek każe jej, żeby w tę uroczystość pięknie ubrana i ozdobiona poszła po palmę razem ze wszystkimi, a następnej nocy wyjdzie poza obóz (Hbr 13, 13), zamieniając radość świata na (por. Hi 4,9) opłakiwanie męki Pańskiej.

Nadeszła niedziela. Dziewczyna wchodzi do kościoła razem z innymi, promieniejąc świątecznym blaskiem wśród grupy szlachcianek. I oto zdarzyło się, jakby jakiś wróżebny znak, że kiedy wszystkie inne pośpieszyły wziąć palmę, Klara wstydziła się i została na swoim miejscu. Wtedy biskup zszedł ze stopni, podszedł do niej i włożył jej palmę w ręce” (ŹF: Lg 4, 7).

Minęło około sześciu lat, od kiedy młody Franciszek obrał drogę świętości. W słowach Ukrzyżowanego z San Damiano: „Franciszku, idź i odbuduj mój Kościół” i w obejmowaniu trędowatych, obrazu cierpiącego oblicza Chrystusa, odnalazł swoje powołanie. Z tego wypłynął wyzwalający gest „obnażenia” w obecności biskupa Gwidona. Mając wybór między bożkiem pieniądza zaproponowanym mu przez ojca ziemskiego, a miłością Boga, obiecującemu napełnić nią jego serce, nie wahał się i z zapałem wykrzyknął: „Odtąd swobodnie będę mówił: «Ojcze nasz, któryś jest w niebie», a nie ojcze Piotrze Bernardone” (ŹF: 2 Cel 7). Decyzja Franciszka skonsternowała miasto. Pierwsze lata jego nowego życia naznaczone były trudnościami, goryczą i niezrozumieniem. Wielu jednak zaczęło się zastanawiać. Także młoda Klara, wówczas nastoletnia, została poruszona tym świadectwem. Posiadająca wyjątkowy zmysł religijny, została zdobyta przez „zwrot” egzystencjalny tego, który był „królem zabawy”. Znalazła sposób, żeby spotkać się z nim i została porwana jego zapałem dla Chrystusa. Biograf opisał młodego konwertytę, jak poucza nową uczennicę: „Ojciec Franciszek zachęca ją do wzgardzenia światem, w żarliwej mowie wykazuje jej, jak próżną jest nadzieja pokładana w świecie i jak zwodnicze są jego pozory. Wsącza w jej uszy słodycz zaślubin z Chrystusem” (ŹF: Lg 4, 5).

Według Testamentu św. Klary, Franciszek nim przyjął pierwszych towarzyszy, przepowiedział drogę swojej pierwszej duchowej córki i jej współsióstr. Gdy pracował przy odnowieniu kościoła Św. Damiana, gdzie Ukrzyżowany przemówił do niego, zapowiedział, iż to miejsce będą zamieszkiwać niewiasty, które będą wielbić Boga swoim świętym życiem (zob. ŹF: TKl 9; 2 Cel 8, 13). Krzyż znajduje się obecnie w bazylice św. Klary. Te wielkie oczy Chrystusa, które zafascynowały Franciszka, stały się „lustrem” Klary. Nie przez przypadek temat lustra będzie jej tak bliski, dlatego w Czwartym liście do Agnieszki Praskiej napisze: „W to zwierciadło co dzień wpatruj się, o królowo, oblubienico Jezusa Chrystusa, i ciągle w nim twarz swoją oglądaj” (ŹF: 4 L 15). W latach, w których spotykała Franciszka, aby nauczyć się od niego drogi Pańskiej, Klara była dziewczyną wielkiej urody. Biedaczyna z Asyżu ukazał jej wyższe piękno, którego nie mierzy się lustrem próżności, ale rozwija się w życiu prawdziwej miłości, podążając śladami Chrystusa ukrzyżowanego. To Bóg jest prawdziwym pięknem! Serce Klary rozświetliło się tym blaskiem, co napełniło ją odwagą do obcięcia włosów i podjęcia życia pokuty. Dla niej, tak samo jak dla Franciszka, decyzja ta była naznaczona wieloma trudnościami. Choć niektórzy krewni bardzo szybko ją zrozumieli, a nawet matka Hortolana i dwie siostry wybrały za jej przykładem tę samą drogę życia co ona, inni zareagowali gwałtownie. Jej ucieczka z domu zapoczątkowana w noc między Niedzielą Palmową a Wielkim Poniedziałkiem była pełna przygód. W następnych dniach była ścigana w miejscach przygotowanych jej przez Franciszka jako schronienie i na próżno starano się nawet siłą zmusić ją do zmiany decyzji.

Klara przygotowała się do tej walki. I jak Franciszek był jej przewodnikiem, to ojcowskie oparcie dawał jej także biskup Gwidon, jak świadczy o tym wiele wskazówek. Tym tłumaczy się gest biskupa, który podszedł do niej, aby podać jej palmę, jakby błogosławiąc jej odważny wybór. Bez wsparcia biskupa trudno byłoby zrealizować plan zapoczątkowany przez Franciszka i urzeczywistniony przez Klarę, tak w konsekracji, jaką złożyła z siebie w kościele w Porcjunkuli w obecności Franciszka i jego braci, jak w gościnności, jakiej doświadczyła w następnych dniach w klasztorze św. Pawła u opatek i we wspólnocie św. Anioła w Panzo, nim ostatecznie zamieszkała u św. Damiana. Koleje losu Klary, podobnie jak Franciszka, pokazują w ten sposób szczególny rys eklezjalny. Widzimy w nich Pasterza pełnego blasku i dwoje dzieci Kościoła powierzających się jego mądrości. Instytucja i charyzmat wspaniale wchodzą w interakcję. Miłość i posłuszeństwo Kościołowi, wyraźnie zaznaczone w duchowości franciszkowo-klariańskiej, mają swoje źródło w tym pięknym doświadczeniu chrześcijańskiej wspólnoty Asyżu, która nie tylko zrodziła wiarę Franciszka i jego „roślinki”, ale także towarzyszyła im na drodze świętości.

Franciszek miał dobry powód, żeby doradzać Klarze ucieczkę z domu na początku Wielkiego Tygodnia. Całe życie chrześcijańskie, a zatem również życie szczególnej konsekracji, jest owocem misterium paschalnego oraz uczestnictwem w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa. W liturgii Niedzieli Palmowej cierpienie i chwała przeplatają się ze sobą, jak motyw przewodni, który zostanie rozwinięty w następnych dniach przez mrok męki aż po światło Wielkanocy. Klara swoim wyborem przeżyła na nowo tę tajemnicę. W Niedzielę Palmową otrzymała, jeśli można tak powiedzieć, jej program. Wchodzi zatem w dramat męki, obcinając włosy i wraz z nimi zapierając się samej siebie, aby zostać oblubienicą Chrystusa w pokorze i ubóstwie. Franciszek i jego towarzysze są jej rodziną. Wkrótce dołączyły współsiostry, także z daleka, ale pierwsze zalążki, podobnie jak w przypadku Franciszka, wykiełkowały właśnie w Asyżu. Święta pozostała na zawsze związana ze swoim miastem, okazując to zwłaszcza w pewnych trudnych okolicznościach, gdy jej modlitwa ochroniła Asyż przed przemocą i zniszczeniem. Powiedziała wówczas współsiostrom: „Najdroższe córki, od tego miasta codziennie otrzymujemy wiele dobra, byłoby wielką niegodziwością, nie przyjść mu z pomocą, jak możemy, teraz kiedy jest po temu sposobna chwila” (ŹF: Lg 16, 6).

W swoim głębokim znaczeniu „nawrócenie” Klary jest nawróceniem do miłości. Nie będzie już nosić wyszukanych szat asyskiej szlachty, ale elegancję duszy poświęcającej się chwaleniu Boga i składaniu daru z siebie. W ograniczonej przestrzeni klasztoru św. Damiana, w szkole Jezusa Eucharystycznego kontemplowanego z miłością oblubieńczą, rozwiną się dzień po dniu cechy wspólnoty opartej na miłości Bożej i modlitwie, serdecznej trosce i służbie. W tym kontekście głębokiej wiary i wielkiego humanizmu Klara stała się niezawodną interpretatorką franciszkańskiego ideału, wypraszając „przywilej” ubóstwa albo rezygnację z posiadania dóbr, nawet wspólnotowo, co na długo wprawiło w zakłopotanie nawet samego papieża, który na koniec skapitulował wobec heroizmu jej świętości.

Jak więc nie mówić o Klarze, razem z Franciszkiem, współczesnej młodzieży? Okres, który upłynął od czasów tej dwójki Świętych, nie umniejszył ich uroku. Wręcz przeciwnie, można ujrzeć jego aktualność w porównaniu ze złudzeniami i rozczarowaniami, które często niesie ze sobą współczesna sytuacja młodych. Żadna wcześniejsza epoka nie niosła ze sobą tylu marzeń dla młodych ludzi, mamiąc życiem pełnym powabów, w którym wszystko wydaje się możliwe i dozwolone. A jednak jaki niedosyt jest obecny za każdym razem, gdy poszukiwanie szczęścia, realizacji kończy się obraniem dróg prowadzących do sztucznych rajów, takich jak narkotyki i niepohamowana seksualność! Także problemy ze znalezieniem godnej pracy oraz z założeniem rodziny opartej na jedności i szczęściu, nie rokuje najlepiej na przyszłość. Nie brakuje jednak młodych ludzi, którzy także w naszych czasach podejmują zaproszenie do zawierzenia Chrystusowi i odważnego, odpowiedzialnego i pełnego nadziei obrania drogi życia, nawet decydując się na porzucenie wszystkiego, aby pójść za Jezusem, w pełni poświęcając się dla Niego i dla braci. Historia Klary, wraz z historią Franciszka, jest zaproszeniem do zastanowienia się nad sensem życia i do szukania w Bogu tajemnicy prawdziwej radości. Jest to namacalny dowód, że ten kto pełni wolę Pana i pokłada ufność w Nim, nie tylko niczego nie traci, ale znajduje prawdziwy skarb zdolny nadać sens wszystkiemu. 

Tobie, czcigodny Bracie, temu Kościołowi, który ma zaszczyt zrodzenia Franciszka i Klary, klaryskom, które codziennie ukazują piękno i płodność życia kontemplacyjnego dla podtrzymania całego ludu Bożego w drodze, franciszkanom na całym świecie oraz młodzieży poszukującej i potrzebującej światła powierzam tę krótką refleksję. Mam nadzieję, że przyczyni się ona do coraz lepszego odkrywania tych dwóch świetlistych postaci z firmamentu Kościoła. Otaczając szczególną troską córki św. Klary z klasztoru św. Damiana, z innych klasztorów asyskich i konwentów na całym świecie, udzielam z serca wszystkim mojego apostolskiego błogosławieństwa.

 

 

Watykan, 29 grudnia 2010r.

 

Drodzy bracia i siostry,

 

Dziś chciałbym przedstawić wam inną świętą, mniej znaną: świętą Katarzynę z Bolonii, kobietę wielkiej kultury, ale bardzo pokorną; oddaną modlitwie, ale zawsze gotową do służby; szlachetną w ofierze, ale gotową z radością przyjąć wraz z Chrystusem krzyż.

Urodziła się w Bolonii 8 września 1413 r. jako pierwsza córka Benvenuty Mammolini i Giovanniego de’Vigri – bogatego i wykształconego patrycjusza z Ferrary, doktora prawa i lektora publicznego w Padwie, gdzie prowadził działalność dyplomatyczną w służbie Mikołaja III z rodu Este, markiza Ferrary. Wiadomości o dzieciństwie i okresie dojrzewania Katarzyny są skąpe i nie do końca pewne. Jako dziecko mieszka w Bolonii, w domu wujostwa: tu wychowują ją rodzice, zwłaszcza matka, kobieta wielkiej wiary. Wraz z nią przenosi się następnie do Ferrary, gdy miała około dziesięciu lat i tam wstępuje na dwór Mikołaja III d’Este jako dwórka i druhna Małgorzaty, jego naturalnej córki. Markiz przekształcił Ferrarę we wspaniałe miasto, zapraszając artystów i pisarzy z różnych krajów. Wspierał kulturę i – chociaż sam wiódł życie niezbyt przykładne – troszczył się bardzo o dobro duchowe, o postawę moralną i wychowanie swych poddanych.

W Ferrarze Katarzyna nie odczuwa aspektów negatywnych, jakie cechowały często życie na dworze: cieszy się przyjaźnią Małgorzaty i staje się jej powiernicą; wzbogaca swą kulturę: studiuje muzykę, malarstwo, taniec; uczy się poezji, pisania utworów literackich, grania na wioli; staje się znawczynią sztuki miniatury i przepisywania; doskonali znajomość łaciny. W przyszłym życiu monastycznym będzie bardzo ceniła dziedzictwo kulturalne i artystyczne, które poznała w tych latach. Uczy się łatwo, namiętnie i wytrwale; wykazuje wielką roztropność, szczególną skromność, grzeczność i uprzejmość w zachowaniu. Jedna cecha wyróżnia ją jednak w sposób bezwzględnie wyraźny: jej duch stale zwrócony ku sprawom Nieba.

W wieku zaledwie czternastu lat, jak również w następstwie pewnych wydarzeń rodzinnych, Katarzyna postanawia opuścić dwór, aby przyłączyć się do grupy młodych kobiet pochodzenia szlacheckiego, które prowadziły życie wspólnotowe, poświęcając się Bogu. Matka, kierując się wiarą, zgadza się na to, choć miała inne plany względem niej.

Nie znamy drogi duchowej Katarzyny przed tym wyborem. Używając trzeciej osoby stwierdza ona, że wstąpiła na służbę Bogu „oświecona łaską Bożą (...), z prawidłową świadomością i wielkim zapałem”, spędza noc i dzień na świętej modlitwie, zobowiązując się do zdobywania wszystkich cnót, które widziała u innych, „nie z zazdrości, ale aby bardziej podobać się Bogu, w którym złożyła całe swoje serce” (Siedem broni duchowych, VII, 8; Bolonia 1998, str. 12). Na tym nowym etapie jej życia dokonuje się w niej znaczący rozwój duchowy, ale przechodzi ona też przez wielkie i straszne próby, cierpienia wewnętrzne, zwłaszcza kuszenia przez diabła. Przeżywa głęboki kryzys duchowy aż do granic rozpaczy (por. tamże, VII, str. 12-29). Żyje w nocy duchowej, doświadczając nawet pokusy niewiary w Eucharystię. Po wielu cierpieniach Pan ją pocieszył: w widzeniu daje jej jasne poznanie prawdziwej obecności eucharystycznej, poznanie tak jaśniejące, że Katarzyna nie potrafi wyrazić tego słowami (por. tamże, VIII, 2, str. 42-46).

W tym samym okresie we wspólnotę uderza bolesna próba: pojawiają się napięcia między tymi, które chcą iść drogą duchowości augustiańskiej, a tymi, które są ukierunkowane na duchowość franciszkańską. Między rokiem 1429 a 1430 przełożona grupy Lucia Mascheroni postanawia założyć klasztor augustiański. Katarzyna natomiast z innymi wybiera związanie się z regułą św. Klary z Asyżu. Jest to dar Opatrzności, gdyż wspólnota mieszka w pobliżu kościoła Ducha Świętego przylegającego do klasztoru braci mniejszych, którzy przystąpili do ruchu Obserwancji (posłuszeństwa). Katarzyna i jej towarzyszki mogą w ten sposób uczestniczyć regularnie w obrzędach liturgicznych i otrzymywać odpowiednią pomoc duchową. Z radością słuchały nawet kazań św. Bernardyna ze Sieny (por. tamże, VII, 62, str. 26). Katarzyna wspomina, że w 1429 roku – trzecim roku od jej nawrócenia – idzie do spowiedzi do jednego z braci mniejszych, naznaczonych przez niego, odbywa dobrą spowiedź i modli się gorąco do Pana, aby udzielił jej przebaczenia wszystkich grzechów i wyznaczonej za nie kary. Bóg objawia jej w widzeniu, że wybaczył jej wszystko. Jest to bardzo mocne doświadczenie miłosierdzia Bożego, które naznaczy ją na zawsze, dodając jej nowego zapału, aby wielkodusznie odpowiedzieć na ogromną miłość Boga (por. tamże, IX, 2, str. 46-48).

W 1431 r. ma wizję Sądu Ostatecznego. Straszna scena potępionych pobudza ją do wzmożenia modlitw i pokutowania za zbawienie grzeszników. Demon nadal ją atakuje, ona zaś coraz pełniej zawierza się Panu i Maryi Pannie (por. tamże, X, 3, str. 53-54). W swych pismach Katarzyna pozostawia nam pewne zasadnicze uwagi o tym tajemniczym zmaganiu, z którego wychodzi zwycięsko dzięki łasce Bożej. Czyni to, aby pouczać swe współsiostry i tych, którzy próbują wejść na drogę doskonalenia się: chce ostrzec przed pokusami diabła, który ukrywa się często pod niewinnym wyglądem, aby następnie rozsiewać zwątpienia dotyczące wiary, niepewności co do powołania, zmysłowość. W autobiograficznej i pouczającej rozprawie „Siedem broni duchowych” Katarzyna proponuje w tej sprawie nauczanie o wielkiej mądrości i głębokim rozeznaniu. Mówi w trzeciej osobie, aby przedstawić niezwykłe łaski, jakie daje Pan, a w pierwszej osobie o wyznawaniu własnych grzechów. Z jej pism wypływa czystość jej wiary w Boga, głęboka pokora, prostota serca, zapał misyjny, gorliwość w zakresie zbawienia dusz.

Wyróżnia siedem rodzajów oręża w walce ze złem i z diabłem: 1. troszczyć się i dbać o czynienie zawsze dobra; 2. wierzyć, że sami nie zrobimy czegokolwiek prawdziwie dobrego; 3. ufać Bogu i dzięki Jego miłości nigdy nie lękać się walki ze złem czy to w świecie, czy w nas samych; 4. rozważać często wydarzenia i słowa z życia Jezusa, zwłaszcza Jego mękę i śmierć; 5. pamiętać, że musimy umrzeć; 6. mieć utrwaloną w umyśle pamięć o dobrach raju; 7. pozostawać w zażyłości z Pismem Świętym, nosząc je zawsze w sercu, aby kierowało ono wszystkimi myślami i wszystkimi działaniami. Jest to piękny program życia także dziś dla każdego z nas!

Katarzyna, mimo że była przyzwyczajona do dworu ferrarskiego, pełni w klasztorze obowiązki praczki, kucharki, piekarki i opiekuje się zwierzętami. Zajmuje się wszystkim, nawet posługami najbardziej pogardzanymi, z miłością i w duchu gorliwego posłuszeństwa, dając współsiostrom pełne blasku świadectwu. Widzi bowiem w nieposłuszeństwie ową pychę duchową, która niszczy wszelkie inne cnoty. W imię posłuszeństwa przyjmuje urząd mistrzyni nowicjatu, chociaż uważa, że nie jest w stanie pełnić tego obowiązku, a Bóg nadal ożywia ją swoją obecnością i swymi darami: jest mianowicie mistrzynią mądrą i cenioną.

Następnie zostaje jej powierzona posługa w rozmównicy. Wiele ją kosztuje częste przerywanie modlitwy, aby odpowiadać osobom, które przychodzą do kraty klasztornej, ale również tym razem Pan nie przestaje jej odwiedzać i być blisko niej. Wraz z nią klasztor staje się coraz bardziej miejscem modlitwy, ofiary, milczenia, wysiłku i radości. Po śmierci ksieni przełożone myślą natychmiast o niej, ale Katarzyna nakłania je, aby zwróciły się do klarysek z Mantui, bardziej wykształconych w konstytucjach i przepisach zakonnych. Jednakże w kilka lat później, w 1456, do jej klasztoru wpływa prośba o utworzenie nowej fundacji – w Bolonii. Katarzyna wolałaby zakończyć swe dni w Ferrarze, ale ukazuje się jej Pan i zachęca ją do wypełnienia woli Bożej i udania się do Bolonii w charakterze ksieni. Do nowych obowiązków przygotowuje się przez posty, dyscypliny i pokutę. Udaje się do Bolonii wraz z osiemnastoma współsiostrami. Jako przełożona jest pierwsza na modlitwie i w posługiwaniu; żyje w głębokiej pokorze i ubóstwie. Po upływie trzyletniej kadencji ksieni jest szczęśliwa, że zostaje zastąpiona, ale po roku musi na nowo podjąć swe obowiązki, gdyż nowo wybrana przełożona straciła wzrok. Mimo cierpienia i ciężkich chorób, które nią wstrząsają, pełni swą służbę wielkodusznie i z oddaniem.

Jeszcze przez rok zachęca siostry do życia ewangelicznego, cierpliwości i wytrwania w próbach, do miłości siostrzanej, do jedności z boskim Oblubieńcem, Jezusem, aby przygotować w ten sposób własny posag na wieczne gody. Posag ten Katarzyna widzi w umiejętności dzielenia cierpień Chrystusa, stawiając czoła, z pogodą, wśród niewygód, kłopotów, poniżeń, niezrozumienia (por. Siedem broni duchowych, X, 20, str. 57-58). Na początku 1463 choroby nasilają się; ponownie zbiera siostry po raz ostatni na kapitule, aby ogłosić im swą śmierć i polecić posłuszeństwo regule. Pod koniec lutego nawiedzają ją wielkie cierpienia, które już jej nie opuszczą, ale to ona pociesza siostry w bólu, zapewniając je o swej pomocy także z Nieba. Otrzymawszy ostatnie sakramenty, powierza spowiednikowi spisanych „Siedem broni duchowych” i rozpoczyna się konanie; twarz jej staje się piękna i jaśniejąca; spogląda jeszcze raz na te, które ją otaczają i oddaje łagodnie ducha, wypowiadając trzy razy imię Jezusa: jest 9 marca 1463 (por. 1. BEMBO, Zwierciadło oświecenia. Żywot św. Katarzyny z Bolonii; Florencja 2001, rozdz. III). Katarzynę ogłosi świętą 22 maja 1712 Klemens XI. Miasto Bolonia w kaplicy klasztoru Bożego Ciała strzeże jej nienaruszonego ciała.

Drodzy przyjaciele, święta Katarzyna z Bolonii z jej słowami i jej życiem jest mocnym wezwaniem dla nas, abyśmy dali się zawsze prowadzić Bogu, abyśmy pełnili codziennie Jego wolę, nawet jeśli często nie odpowiada to naszym planom, abyśmy ufali Jego Opatrzności, która nigdy nie zostawia nas samych. W tej perspektywie św. Katarzyna mówi do nas; z odległości wielu wieków jest bowiem bardzo nowoczesna i przemawia do naszego życia. Podobnie jak my cierpi pokusę, odczuwa pokusy niewiary, zmysłowości, trudnych, duchowych walk. Czuje się porzucona przez Boga, znajduje się w mrokach wiary. Ale we wszystkich tych sytuacjach trzyma zawsze Pana za rękę, nie opuszcza Go ani Go nie porzuca. A wędrując z ręką w ręce Pana, kroczy drogą słuszną i znajduje drogę światła. Tym samym mówi również nam: odwagi, nawet w nocy wiary, nawet w tak wielu wątpliwościach, które mogą nas nawiedzać, nie puszczaj ręki Pana, wędruj, trzymając swoją rękę w Jego dłoni, wierz w dobroć Boga; takie jest kroczenie słuszną drogą!

I chciałbym podkreślić jeszcze inny aspekt – jej wielkiej pokory: jest ona osobą, która nie chce być kimś lub czymś; nie chce się pokazywać; nie chce rządzić. Chce służyć, pełnić wolę Bożą, być w służbie innym. I właśnie dlatego Katarzyna była wiarygodna w sprawowaniu władzy, można bowiem zauważyć, że dla niej władza była dokładnie służbą innym. Prośmy Boga, za wstawiennictwem naszej świętej, o dar wypełnienia planu, jaki ma On wobec nas, z odwagą i wielkodusznością, ponieważ tylko On jest mocną skałą, na której wznosi się nasze życie.

 

 

Watykan, 15 listopada 2010r.

 

Drodzy bracia i siostry,

 

Dziś chciałbym przedstawić pewną mistyczkę, nie pochodzącą z czasów średniowiecza – chodzi o świętą Weronikę Giuliani, klaryskę kapucynkę. Okazją jest przypadająca 27 grudnia 350. rocznica jej urodzin. Wydarzenie to przeżywają z radością Città di Castello – miejsce, w którym żyła najdłużej i gdzie zmarła, oraz Mercatello – jej strony rodzinne i diecezja Urbino.

Weronika urodziła się dokładnie 27 grudnia 1660 r. w Mercatello w dolinie Metauro w rodzinie Francesco Giulianiego i Benedetty Manicini jako ostatnia z siedmiu sióstr, z których jeszcze trzy wybrały życie monastyczne; nadano jej imię Orsola [Urszula]. Gdy miała siedem lat, straciła matkę i ojciec przeniósł się do Piacenzy jako przełożony celników w księstwie Parmy. W tym właśnie mieście Orsola zaczęła odczuwać coraz większe pragnienie poświęcenia swego życia Chrystusowi. Powołanie to narastało w niej tak bardzo, że w wieku 17 lat wstępuje do ścisłej klauzury klasztoru klarysek kapucynek w Città di Castello, gdzie pozostanie do końca życia. Przyjmuje tam imię Weronika, które znaczy „prawdziwy obraz” i rzeczywiście stanie się ona później prawdziwym obrazem Chrystusa Ukrzyżowanego. W rok później składa uroczyste śluby zakonne: rozpoczyna się dla niej droga upodabniania się do Chrystusa przez liczne akty pokuty, wielkie cierpienia i pewne doświadczenia mistyczne, związane z Męką Jezusa: ukoronowanie cierniami, małżeństwo mistyczne, rana w sercu i stygmaty. W 1716 roku, w wieku 56 lat, zostaje opatką klasztoru i będzie potwierdzana na tym urzędzie aż do śmierci, która nastąpiła w 1727 roku, po niezwykle bolesnym konaniu, trwającym 33 dni, którego uwieńczeniem jest głęboka radość tak, iż jej ostatnie słowa brzmiały: „Znalazłam Miłość, Miłość pozwoliła się zobaczyć! Oto przyczyna mego cierpienia. Powiedzcie to wszystkim, powiedzcie to wszystkim!” (Summarium Beatificationis, 115-120). 9 lipca pozostawia ziemskie mieszkanie, aby spotkać się z Bogiem. Ma 67 lat, z których pięćdziesiąt spędziła w klasztorze w Città di Castello. Świętą ogłosił ją 26 maja 1839 Grzegorz XVI.

Weronika Giuliani wiele pisała: listy, relacje autobiograficzne, poezje. Jednakże głównym źródłem dla odtworzenia myśli jest jednak jej Dziennik, rozpoczęty w 1693 roku: ponad 22 tysiące stron rękopisu, obejmujących okres 34 lat życia klauzurowego. Pismo jest spontaniczne i ciągłe, nie ma tam wykreśleń lub poprawek ani znaków przestankowych albo podziału treści na rozdziały czy części według wcześniej przyjętego planu. Weronika nie chciał tworzyć dzieła literackiego; co więcej – została nakłoniona do spisania swych doświadczeń przez ojca Girolamo Bastianellego ze zgromadzenia filipinów za zgodą biskupa diecezjalnego, Antonio Eustachiego.

Duchowość świętej Weroniki ma wymiar chrystologiczno-oblubieńczy: jest to doświadczenie bycia kochaną przez Chrystusa, Oblubieńca wiernego i szczerego oraz chęci korespondowania z miłością coraz bardziej wciągającą i namiętną. Wszystko daje się w niej odczytać w kluczu miłości i napełnia ją to głęboką pogodą. Każdą rzecz przeżywa w łączności z Chrystusem, w imię Jego miłości i z radością, że może okazać Mu całą miłość, do jakiej jest zdolne stworzenie.

Chrystus, z którym Weronika jest głęboko zjednoczona, jest tym, który cierpi mękę, śmierć i zmartwychwstanie; jest to Jezus w chwili ofiarowania się Ojcu za nasze zbawienie. Z tego doświadczenia wypływa też intensywna i pełna cierpienia miłość do Kościoła w podwójnej postaci modlitwy i ofiary. Święta żyje w tej optyce: modli się, cierpi, poszukuje „świętego ubóstwa” jako „wywłaszczenia”, zaparcia się samej siebie (por. tamże, III, 523), właśnie po to, aby być jak Chrystus, który oddał całkowicie samego siebie.

Na każdej stronicy swych pism Weronika poleca kogoś Panu, dowartościowując swe modlitwy wstawiennicze ofiarą z samej siebie w każdym cierpieniu. Jej serce otwiera się na wszystkie „potrzeby Świętego Kościoła”, przeżywając z niepokojem pragnienie zbawienia „całego świata” (tamże, III-IV, passim). Weronika woła: „Grzesznicy, grzesznice... wszyscy i wszystkie przybądźcie do serca Jezusa; przyjdźcie, aby się obmyć w Jego Najdroższej Krwi... On czeka na was z otwartymi ramionami, aby was przygarnąć” (tamże, II, 16-17). Ożywiana płomienną miłością poświęca siostrom klasztoru uwagę, okazuje im zrozumienie i przebaczenie; ofiarowuje swe modlitwy i swe ofiary za papieża, swego biskupa, kapłanów i za wszystkich potrzebujących, łącznie z duszami czyśćcowymi. Swe posłannictwo kontemplacyjne streszcza w tych oto słowach: „Nie możemy iść, głosząc światu, aby dusze się nawracały, jesteśmy jednak zobowiązane do ciągłej modlitwy za te wszystkie dusze, które wyrządzają zniewagi Bogu... szczególnie naszymi cierpieniami, a więc zasadą życia ukrzyżowanego” (tamże, IV, 877). Nasza Święta pojmuje to posłannictwo jako „stanie pośrodku” między ludźmi a Bogiem, między grzesznikami a Chrystusem Ukrzyżowanym.

Weronika głęboko przeżywa udział w pełnej cierpienia miłości Jezusa, mając pewność, że „cierpienie z radością” stanowi „klucz miłości” (por. tamże, I, 299.417; III, 330.303.871; IV, 192). Zwraca uwagę, że Jezus cierpi za grzechy ludzi, ale również za cierpienia, jakie Jego wierni słudzy musieli znosić w ciągu wieków, w czasach Kościoła, właśnie z powodu swej mocnej i konsekwentnej wiary: „Jego Odwieczny Ojciec – pisze w Dzienniku, mając na myśli Jezusa w chwili Męki – pozwala Mu widzieć i odczuć w tym punkcie wszystkie cierpienia, które musieli znieść jego wybrańcy, najdroższe Mu dusze, a więc te, które skorzystały z Jego Krwi i ze wszystkich Jego cierpień” (tamże, II, 170). Jak mówi o sobie Paweł Apostoł: „Teraz raduję się w cierpieniach za was i ze swej strony w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół” (Kol 1,24). Weronika dochodzi do tego, że prosi Jezusa, aby została ukrzyżowana wraz z Nim: „W pewnej chwili zobaczyłam, że z Jego najświętszych ran wychodzi pięć jaśniejących promieni; i wszystkie dochodzą do mojej twarzy. I ujrzałam, jak promienie te stają się jakby małymi płomykami. W czterech były gwoździe; w jednym zaś była włócznia, jakby ze złota, cała płonąca i przeszyła mi serce, od jednego boku do drugiego... a gwoździe przeszyły ręce i nogi. Poczułam wielki ból; ale w tym samym bólu ujrzałam się i poczułam się cała przemieniona w Bogu” (Dziennik, I, 897).

Święta byłą przekonana, że uczestniczy już w Królestwie Bożym, ale jednocześnie wzywa wszystkich świętych błogosławionej Ojczyzny, aby przybyli jej z pomocą na ziemskiej drodze jej ofiary, w oczekiwaniu na błogosławieństwo wieczne; jest to stałe dążenie jej życia (por. tamże, II, 909; V, 246). W stosunku do kaznodziejstwa tamtych czasów, skupionego nierzadko na „zbawianiu się duszy” w wymiarze indywidualnym, Weronika ukazuje silne poczucie „solidarne”, wspólnoty ze wszystkimi braćmi i siostrami w drodze do Nieba. Albowiem sprawy doczesne, ziemskie, chociaż doceniane w duchu franciszkańskim jako dar Stwórcy, okazują się zawsze względne, całkowicie podporządkowane „smakowi” Boga i pod znakiem radykalnego ubóstwa. W communio sanctorum (komunii świętych) wyjaśnia ona swe oddanie kościelne, jak również związek między Kościołem pielgrzymującym a Kościołem niebieskim: „Wszyscy święci są tam, na górze – pisze – dzięki zasługom i męce Chrystusa; ale współdziałali oni we wszystkim tym, co uczynił Nasz Pan, tak, iż ich życie zostało całkowicie uporządkowane i uregulowane przez te same (ich) dzieła” (tamże, III, 203).

W pismach Weroniki znajdujemy wiele cytatów biblijnych, niekiedy nie bezpośrednich, ale zawsze trafnych: ujawnia ona zażyłość ze Świętym Tekstem, którym karmi się jej doświadczenie duchowe. Należy podkreślić ponadto, że silne elementy mistycznego doświadczenia Weroniki nigdy nie są oddzielone od wydarzeń zbawczych, sprawowanych w liturgii, w której szczególne miejsce zajmuje głoszenie i słuchanie Słowa Bożego. Pismo Święte rozświetla zatem, oczyszcza i utwierdza doświadczenie Weroniki, czyniąc je kościelnym. Z drugiej jednak strony właśnie jej doświadczenie, zakotwiczone w Piśmie Świętym z niepospolitą intensywnością, prowadzi do bardziej pogłębionej i „duchowej” lektury samego świętego Tekstu, wchodzi w ukrytą głębię tekstu. Nie tylko wyraża się słowami Pisma Świętego, ale naprawdę również żyje tymi słowami, nabierają one w niej życia.

Na przykład nasza Święta często cytuje wyrażenie Pawła Apostoła: „Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?” (Rz 8,31; por. Dziennik, I, 714; II, 116.1021; III, 48). W niej przyswajanie tego tekstu Pawłowego, owo jej wielkie zaufanie i głęboka radość staje się faktem dokonywanym w jej własnej osobie: „Dusza moja – pisze Święta – została złączona z wolą Bożą a ja zostałam prawdziwie ustanowiona i umocniona na zawsze w woli Bożej. Zdało mi się, jakbym się nigdy już nie oddalała od tej woli Boga i że wróciłam do siebie dzięki tym właśnie słowom: nic nie będzie mogło oddzielić mnie od woli Bożej, ani zmartwienia, ani kłopoty, ani udręki, ani wzgarda, ani pokusy, ani stworzenia, ani demony, ani ciemności ani nawet sama śmierć, gdyż w życiu i śmierci chcę całkowicie i we wszystkim woli Boga” (Dziennik, IV, 272). Tak oto mamy także pewność, że śmierć nie ma ostatniego słowa, jesteśmy utwierdzeni w woli Bożej i tym samym rzeczywiście w życiu wiecznym.

Weronika jawi się zwłaszcza jako odważny świadek piękna i potęgi Miłości Bożej, która ją przyciąga, przenika i rozpala. Jest to Miłość ukrzyżowana, która odciska się na jej ciele, jak w przypadku św. Franciszka z Asyżu przez stygmaty Jezusa. „Moja oblubienico – szepcze mi Chrystus ukrzyżowany – drogie są mi twe akty pokuty, które czynisz za tych, którzy Mnie obrażają... Później, odrywając ramię od krzyża, skinął na mnie, abym zbliżyła się do Jego boku... I znalazłam się w ramionach Ukrzyżowanego. Tego, czego doświadczyłam w tym miejscu, nie mogę opisać: chciałam stać zawsze u Jego najświętszego boku” (tamże, I, 37). Również z Maryją Panną Weronika przeżywa związek o głębokiej intymności, poświadczony słowami, które usłyszała od Matki Bożej i które przytacza w swym Dzienniku: „Sprawiłam, że spoczęłaś na mym łonie, że jesteś w jedności z moją duszą i z niej zostałaś jakby w locie zaniesiona przed Boga” (IV, 901).

Święta Weronika Giuliani wzywa nas, abyśmy wzrastali w swym życiu chrześcijańskim w jedności z Panem, zdając się na Jego wolę z pełnym i całkowitym zaufaniem, oraz w jedności z Kościołem, Oblubienicą Chrystusową; wzywa nas do udziału w cierpiącej miłości Jezusa Ukrzyżowanego dla zbawienia wszystkich grzeszników; wzywa nas do spoglądania w kierunku Nieba, celu naszej ziemskiej wędrówki, gdzie będziemy wraz z naszymi braćmi i siostrami przeżywać radość pełnej wspólnoty z Bogiem; wzywa nas do codziennego karmienia się Słowem Bożym, aby rozgrzewać swe serca i ukierunkowywać swoje życie. Ostatnie słowa Świętej można uznać za syntezę jej pasjonującego doświadczenia mistycznego: „Znalazłam Miłość, Miłość pozwoliła się ujrzeć!”

 

 

Watykan, 15 września 2010r.

 

Drodzy bracia i siostry,

 

Jedną z najbardziej kochanych Świętych jest bez wątpienia św. Klara z Asyżu, żyjąca w XIII wieku, współczesna św. Franciszkowi. Jej świadectwo pokazuje nam, jak bardzo cały Kościół jest dłużnikiem niewiast odważnych i bogatych wiarą jak ona, zdolnych nadać decydujący bodziec odnowie Kościoła.

A zatem kim była Klara z Asyżu? By odpowiedzieć na to pytanie, mamy pewne źródła: nie tylko dawne biografie, jak ta spisana przez św. Tomasza z Celano, ale również dokumenty procesu kanonizacyjnego, rozpoczętego przez papieża już w kilka miesięcy po śmierci Klary i zawierające świadectwa tych, którzy długi czas żyli u jej boku.

Urodzona w 1193 roku Klara pochodziła z arystokratycznej i zamożnej rodziny. Wyrzekła się szlachectwa i bogactw, aby żyć w pokorze i ubogo, przyjmując formę życia, którą proponował św. Franciszek z Asyżu. Chociaż jej rodzice, jak to się wówczas zdarzało, planowali jej małżeństwo z którąś z liczących się osobistości, Klara w osiemnastym roku życia śmiałym gestem, podyktowanym głębokim pragnieniem pójścia za Chrystusem i podziwem dla Franciszka, porzuciła ojcowski dom i w towarzystwie swej przyjaciółki – Bony z Guelfuccio, w tajemnicy udała się do braci mniejszych przy małym kościele Porcjunkuli. Był wieczór w Niedzielę Palmową 1211 roku. W atmosferze powszechnego wzruszenia dokonał się wysoce symboliczny gest: kiedy jego bracia trzymali w rękach zapalone pochodnie, Franciszek obciął jej włosy i Klara przywdziała zgrzebną pokutną szatę. Od tej chwili była dziewicą oblubienicą Chrystusa, pokornego i ubogiego i Jemu się całkowicie poświęciła. Podobnie jak Klara i jej towarzyszki, niezliczone niewiasty w ciągu dziejów zafascynowała miłość do Chrystusa, która w pięknie Jego Boskiej Osoby przepełnia ich serca. Cały Kościół zaś, za sprawą mistycznego oblubieńczego powołania dziewic konsekrowanych, jawi się tym, czym będzie na zawsze: piękną i czystą Oblubienicą Chrystusa.

W jednym z czterech lisów, jakie Klara wystosowała do św. Agnieszki Praskiej, córki króla Czech, która chciała pójść w jej ślady, mówi o Chrystusie, swym umiłowanym Oblubieńcu, używając słów typowych dla godów, które mogą zdumiewać, ale które wzruszają: „Miłując Go jesteście niewinna, dotykając Go będziecie czystsza, oddając się Mu jesteście dziewicą. Jego moc jest silniejsza, Jego wielkoduszność wznioślejsza, Jego wygląd piękniejszy, miłość łagodniejsza a wszelka łaska wykwintniejsza. Jesteście już w ramionach Tego, który ozdobił waszą pierś najcenniejszymi klejnotami... i ukoronował was złotą koroną z wyrytym znakiem świętości” (Lettera prima: FF, 2862).

Szczególnie na początku swego doświadczenia zakonnego Klara miała we Franciszku z Asyżu nie tylko nauczyciela, którego nauczanie chciała naśladować, ale także bratniego przyjaciela. Przyjaźń tych obojga świętych stanowi bardzo piękny i ważny aspekt. Gdy bowiem dwie dusze czyste i płonące tą samą miłością do Boga spotykają się, czerpią ze wzajemnej przyjaźni niezwykle silny bodziec, by podążać drogą doskonałości. Przyjaźń jest jednym z najszlachetniejszych i najwznioślejszych ludzkich uczuć, które łaska Boża oczyszcza i przemienia. Podobnie jak święty Franciszek i święta Klara, także wielu innych świętych przeżywało głęboką przyjaźń na drodze do doskonałości chrześcijańskiej, jak św. Franciszek Salezy i św. Joanna Franciszka de Chantal. To właśnie Franciszek Salezy pisał: „Jak pięknie jest móc kochać na ziemi tak, jak miłuje się w niebie i nauczyć się kochać na tym świecie tak, jak miłować będziemy wiecznie na tym drugim. Nie mówię tu o zwykłej miłości typu caritas, bo tę mamy żywić do wszystkich ludzi; mówię o przyjaźni duchowej, w ramach której dwie, trzy czy więcej osób wymieniają się pobożnością, duchowym uczuciem i stają się prawdziwie jednym duchem” (Wprowadzenie do życia pobożnego III, 19).

Po kilku miesiącach spędzonych w innych wspólnotach monastycznych i oparłszy się naciskom swej rodziny, która początkowo nie zaaprobowała jej wyboru, Klara wraz ze swymi pierwszymi towarzyszkami zamieszkała w kościele św. Damiana, gdzie bracia mniejsi założyli dla nich mały klasztor. W klasztorze tym żyła ponad czterdzieści lat aż do śmierci w 1253 roku. Posiadamy opisy z pierwszej ręki o tym, jak żyły te niewiasty w owych latach, na początku ruchu franciszkańskiego. Chodzi o pełną podziwu relację przebywającego wówczas w Italii biskupa flamandzkiego Jakuba z Vitry. Stwierdza on, że znalazł wielką liczbę mężczyzn i kobiet ze wszystkich warstw społecznych, którzy „porzuciwszy wszystko dla Chrystusa, uciekali od świata. Nazwali się braćmi mniejszymi i siostrami mniejszymi i cieszą się wielkim uznaniem papieża i kardynałów. Niewiasty... mieszkają razem w licznych hospicjach nieopodal miast. Niczego nie dostają, lecz żyją z pracy własnych rąk. Są bardzo zbolałe i poruszone, ponieważ są poważane bardziej, niż by tego chciały, przez duchownych i świeckich” (List z października 1216: FF, 2205.2207).

Jakub z Vitry z wielką przenikliwością uchwycił charakterystyczny rys duchowości franciszkańskiej, na która tak bardzo wyczulona była Klara: radykalizm ubóstwa połączonego z całkowitą ufnością w Opatrzność Bożą. Dlatego działała ona z wielką determinacją, uzyskując od papieża Grzegorza IX lub prawdopodobnie już od Innocentego III tak zwane Privilegium Paupertatis (cfr FF, 3279). Na jego podstawie Klara i jej towarzyszki od św. Damiana nie mogły mieć żadnej materialnej własności. Chodziło o rzeczywiście niezwykłe odstępstwo od obowiązującego prawa kanonicznego, a ówczesne władze kościelne zgodziły się na nie, doceniając owoce ewangelicznej świętości, jakie widziały w stylu życia Klary i jej sióstr. Pokazuje to, że także w średniowieczu kobiety odgrywały rolę nie drugorzędną, lecz znaczącą. W związku z tym godzi się przypomnieć, że Klara była pierwszą niewiastą w dziejach Kościoła, która zredagowała na piśmie Regułę, przedłożoną papieżowi do zatwierdzenia, aby charyzmat św. Franciszka z Asyżu został zachowany we wszystkich wspólnotach żeńskich, które tak licznie powstawały już za jej czasów i które pragnęły, by inspiracją dla nich był przykład Franciszka i Klary.

W klasztorze św. Damiana Klara praktykowała w sposób heroiczny cnoty, które powinny wyróżniać każdego chrześcijanina: pokorę, ducha pobożności i pokuty, miłość. Chociaż była przełożoną, chciała osobiście usługiwać chorym siostrom, biorąc na siebie najbardziej poniżające czynności: miłość bowiem przezwycięża wszelki opór, a ten, kto miłuje, składa z radością wszelką ofiarę. Jej wiara w rzeczywistą obecność Eucharystii była tak wielka, że dwa razy doszło do cudownego zdarzenia. Przez samo wystawienie Najświętszego Sakramentu oddaliła zaciężnych żołnierzy saraceńskich, którzy szykowali się do napaści na klasztor św. Damiana i splądrowania Asyżu.

Także te wydarzenia, podobnie jak inne cuda, o których zachowało się wspomnienie, skłoniły papieża Aleksandra IV do kanonizowania jej zaledwie w dwa lata po śmierci, w 1255, kreśląc jej pochwałę w bulli kanonizacyjnej, w której czytamy: „Cóż za potęga blasku i jak niezmierne rozpłomienienie jasności! Wprawdzie światło to pozostawało zamknięte we wnętrzu murów klasztornych, ale wysyłało na zewnątrz swe jasne promienie; skupiało się w ciasnym klasztorze, a równocześnie rozsiewało się po szerokim świecie; trzymało się wnętrza, a wypływało na zewnątrz. Klara żyła bowiem w ukryciu, ale życie jej stawało się jawne; Klara milczała, ale jej fama była głośna; Klara kryła się w celi, ale znaną była po miastach” (Bulla kanonizacyjna św. Klary z Asyżu, dziewicy, n. 4). I tak właśnie jest, drodzy przyjaciele: świętymi są ci, którzy zmieniają świat na lepsze, przemieniają go w trwały sposób, wkładając w to siły, które tylko miłość, dla której inspiracją jest Ewangelia, może pobudzić. Święci są wielkimi dobroczyńcami ludzkości!

Duchowość św. Klary, synteza jej propozycji świętości zawarta została w czwartym liście do św. Agnieszki Praskiej. Św. Klara posługuje się obrazem zwierciadła, bardzo popularnym w średniowieczu, a wywodzącym się z patrystyki. I wzywa swą praską przyjaciółkę do przejrzenia się w tym zwierciadle doskonałości wszelkich cnót, którym jest sam Pan. Pisze ona: „Szczęśliwy naprawdę ten, komu dane jest dostać się na świętą ucztę, aby przylgnąć całym sercem do Tego, którego piękność podziwiają nieustannie wszystkie błogosławione zastępy niebieskie. Miłość ku Niemu ubogaca, wpatrywanie się w Niego odświeża, Jego dobroć napełnia, Jego słodycz darzy pełnią, pamięć o Nim słodko oświeca, Jego woń wskrzesi zmarłych, Jego widok chwalebny uszczęśliwi wszystkich mieszkańców Jerozolimy niebieskiej, bo jest On blaskiem wiecznej chwały (Hbr 1, 3), jasnością wieczystej światłości i zwierciadłem bez skazy. W to zwierciadło co dzień wpatruj się, królowo, oblubienico Jezusa Chrystusa (por. 2 Kor 11, 2), i ciągle w nim twarz swoją oglądaj, abyś cała, wewnętrznie i zewnętrznie, tak się przyozdobiła i otoczyła różnorodnością (Ps 45, 10), kwiatami i strojem wszystkich cnót, jak przystoi, córko i najdroższa oblubienico najwyższego Króla... W tym zaś zwierciadle jaśnieje błogosławione ubóstwo, święta pokora i niewymowna miłość” (List czwarty: FF, 2901-2903).

Wdzięczni Bogu, który obdarza nas Świętymi, przemawiającymi do naszych serc i dającymi nam przykład chrześcijańskiego życia do naśladowania, chciałbym zakończyć słowami błogosławieństwa, jakie sama św. Klara ułożyła dla swoich współsióstr i które dziś jeszcze klaryski, odgrywające cenną rolę w Kościele przez swoją modlitwę i swoje dzieło, zachowują z wielką pobożnością. W słowach tych słychać całą czułość jej duchowego macierzyństwa: „Błogosławię was za mego życia i po mojej śmierci, jak tylko mogę i więcej niż mogę, wszystkimi błogosławieństwami, jakimi Ojciec miłosierdzia (por. 2 Kor 1, 3) błogosławił i będzie błogosławił swoim synom i córkom duchowym w niebie (Ef 1, 3) i na ziemi, jakimi błogosławił i będzie błogosławić każdy ojciec i każda matka duchowa swoim synom i córkom duchowym. Amen”. (FF, 2856).

 

 

 Watykan, 11 sierpnia 1993r.

 

Drogie Siostry klauzurowe!

 

1. Osiemset lat temu w szlacheckiej rodzinie Favarone di Offreduccio przyszła na świat Klara z Asyżu. Ta „kobieta nowa”, jak nazwali ją w ostatnim liście generałowie rodzin franciszkańskich, wzrastała niczym „roślinka” w cieniu św. Franciszka, który doprowadził ją na szczyty doskonałości chrześcijańskiej. Obchody jubileuszu urodzin tej naprawdę ewangelicznej istoty mają być przede wszystkim zachętą do ponownego odkrycia wartości kontemplacji, tej duchowej drogi, którą głęboko poznają jedynie mistycy. Czytając najstarszą biografię i jej pisma, takie jak Sposób życia, Testament i cztery Listy, które zachowały się z obfitej korespondencji ze św. Agnieszką z Pragi – zanurzamy się bez reszty w tajemnicę Boga Trójjedynego i Chrystusa, Słowa Wcielonego. Pisma są tak dalece przepełnione miłością, którą wzbudziła w niej gorąca adoracja Chrystusa Pana, że trudno wyrazić to, czego mogło doświadczyć jedynie serce kobiety.

2. Początkiem kontemplacyjnej wędrówki Klary, która zakończy się wizją „Króla chwały” (Proces kanonizacyjny, IV, 19), jest właśnie całkowite oddanie się Duchowi Pana, na wzór Maryi w chwili zwiastowania. Tym początkiem jest zatem wybór ducha ubóstwa (por. Łk 1, 48), który pozostawia w niej jedynie prostotę spojrzenia człowieka wpatrzonego w Boga. Według Klary ubóstwo, które tak bardzo ukochała i o którym często mówiła w swoich pismach, jest bogactwem duszy, ogołoconej z dóbr i otwierającej się na „Ducha Pańskiego i Jego święte działanie” (Reguła św. Klary, X, 26) niczym pusta koncha, którą Bóg może napełnić obfitością swoich darów. Porównanie Klary do Maryi pojawia się już w pierwszym tekście św. Franciszka, w Sposobie życia przekazanym św. Klarze: „Ponieważ z natchnienia Bożego zostałyście córkami i służebnicami najwyższego i największego Króla, Ojca niebieskiego, i zaślubiłyście się Duchowi Świętemu, wybierając życie według doskonałości Ewangelii świętej” (Sposób życia, 1). Klara i jej siostry występują w tym tekście jako „oblubienice Ducha Świętego”. Jest to wyrażenie wyjątkowe, ponieważ Kościół w swej historii zawsze nazywał siostrę zakonną, mniszkę, „oblubienicą Chrystusa”. Autor nawiązuje jednak do pewnych wyrażeń z Łukaszowego opowiadania o zwiastowaniu (por. Łk 1, 26-38), które służą jako kluczowe słowa w opisie doświadczenia Klary: „Najwyższy”, „Duch Święty”, „Syn Boży”, „służebnica Pańska”, a wreszcie „osłonięcie”, które dla Klary oznacza zasłonięcie, gdy jej obcięte włosy spadają u stóp ołtarza Maryi Panny w Porcjunkuli, „jakby przed łożem Dziewicy” (Legenda o św. Klarze, 8).

3. „Działanie Ducha Pańskiego”, którego otrzymaliśmy podczas chrztu, polega na kształtowaniu w chrześcijaninie obrazu Syna Bożego. W samotności i milczeniu, które Klara wybiera jako styl życia dla siebie i dla swoich współsióstr, wśród ubogich ścian klasztoru położonego między Asyżem a Porcjunkulą rozprasza się mgła słów i rzeczy doczesnych, a komunia z Bogiem staje się rzeczywistością – miłością, która się rodzi i która jest darem. Klara, zatopiona w kontemplacji Dzieciątka z Betlejem, wzywa: „A ponieważ ten Jego widok jest ‘odblaskiem wieczystej chwały, jasnością wiecznego światła i zwierciadłem bez skazy’ (por. Mdr 7, 26), dlatego (...) codziennie przeglądaj się w tym zwierciadle (...). Podziwiaj ubóstwo Tego, który został położony ‘w żłobie i owinięty w pieluszki’ (por. Łk 2, 12). O przedziwna pokoro i zdumiewające ubóstwo! Król Aniołów, ‘Pan nieba i ziemi’ (por. Mt 11, 25), leży położony w żłobie!” (List IV, 3-4). Nie zauważa nawet, że również jej łono dziewicy konsekrowanej i „dziewicy ubogiej”, przywiązanej do „ubogiego Chrystusa” (por. List II, 4), poprzez kontemplację i przeminę staje się żłóbkiem Syna Bożego (Proces kanonizacyjny, 4). Głos tego Dzieciątka w chwili wielkiego zagrożenia, podczas oblężenia klasztoru przez saraceńskie oddziały na żołdzie Fryderyka II zapewnia ją: „Ja was zawsze będę strzegł!” (Legenda, 22). W noc Bożego Narodzenia 1252 r. Dzieciątko Jezus przenosi Klarę daleko z jej łoża boleści, a miłość, która nie zna miejsca ani czasu, wprowadza ją w doświadczenie mistyczne i zanurza ją w nieskończoności Boga.

4. Jeśli o Katarzynie ze Sieny mówimy, że jest świętą przepełnioną miłością do krwi Chrystusowej, jeśli Teresa Wielka jest kobietą, która przechodząc z „mieszkania” do „mieszkania” w twierdzy wewnętrznej osiąga próg komnaty wielkiego Króla, a św. Teresa od Dzieciątka Jezus z ewangeliczną prostotą biegnie po „małej drodze”, to św. Klara jest gorącą miłośniczką Chrystusa ukrzyżowanego, z którym pragnie całkowicie się utożsamić. W jednym ze swoich listów pisze: „Zobacz, że On dla ciebie uczynił się przedmiotem wzgardy, i naśladuj Jego przykład, dla Jego miłości wystawiając się na wzgardę tego świata. (...) Twój Oblubieniec, ‘najpiękniejszy z synów ludzkich’ (Ps 109, 3), dla twego zbawienia stał się najlichszym z ludzi, został wzgardzony i bity, na całym ciele wieloma plagami biczowany, a wreszcie starty męką konania na krzyżu! Wpatruj się w Niego, rozważaj, kontempluj i pragnij Go naśladować! Jeśli z Nim będziesz cierpieć, ‘z Nim też będziesz królować’ (por. Rz 8, 17); jeśli z Nim będziesz płakać, z Nim też będziesz się radować; jeśli ‘razem z Nim będziesz umierać’ (2 Tm 2, 11) na krzyżu utrapienia, posiądziesz też razem z Nim mieszkanie w niebie, ‘w piękności świętych’ (Ps 109, 3), a twoje imię zostanie zapisane ‘w księdze życia’ (Ap 3, 5)” (List II, 4). Klara przekroczyła próg klasztoru mając zaledwie 18 lat. Zmarła w wieku 59 lat, po życiu wypełnionym cierpieniami, intensywną modlitwą, niedostatkiem i pokutą. „Żarliwe pragnienie Chrystusa ukrzyżowanego” nigdy jej nie ciążyło, przy końcu swoich dni powiedziała bowiem do brata Rainaldo, który opiekował się nią „w długim męczeństwie ciężkiej choroby (...): Bracie najdroższy, od kiedy poznałam łaskę Pana mojego Jezusa Chrystusa za pośrednictwem Jego sługi Franciszka, żaden trud nie był mi uciążliwy, żadna pokuta ciężka, żadna choroba bolesna!” (Legenda, 44).

5. Lecz Ten, który cierpi na krzyżu, uczestniczy także w chwale Ojca i włącza w swoją Paschę tych, którzy Go kochali i z miłości dzielili z Nim cierpienia. Wątła osiemnastolatka ucieka z domu w noc Niedzieli Palmowej w r. 1212, aby bez wahań rozpocząć nowe życie. Zawierza wyłącznie Ewangelii, wskazanej jej przez Franciszka, kieruje swój wzrok i serce ku Chrystusowi ubogiemu i ukrzyżowanemu, i wchodzi na drogę zjednoczenia, które dokonuje w niej przemiany: „Utkwij swoje oczy – pisze do Agnieszki z Pragi – w zwierciadle wieczności, duszę swą zanurz w blasku chwały, serce swe umieść w Tym, który jest figurą Boskiej substancji, i za pomocą kontemplacji przekształć się całkowicie w obraz Jego bóstwa. Także i ty doświadcz tego, czego doświadczają Jego przyjaciele, kosztując tajemnej słodyczy, jaką sam Bóg od początku zachował dla tych, którzy Go kochają. Nie patrz wcale na ułudy, jakie na tym zwodniczym świecie zarzucają sidła na ślepych, aby oplątać ich serce, ale całą sobą kochaj Tego, który z miłości do Ciebie poświęcił się cały” (List III, 3). Twarde posłanie krzyża staje się wówczas słodkim łożem oblubieńczym, a „zamknięta na zawsze z miłości” wypowiada słowa Oblubienicy z Pieśni nad pieśniami: „Przyciągnij mnie do siebie, o niebieski Oblubieńcze! (...) Pobiegnę i nie ustanę, aż wprowadzisz mnie do swojej komnaty” (List IV, 5). Zamknięta w klasztorze św. Damiana, żyjąca w ubóstwie pośród trudów, udręk, chorób, ale również w tak intensywnej komunii braterskiej, że w języku Sposobu życia nazywa się ją „świętą jednością” (Bulla zatwierdzająca Regułę), św. Klara poznała najczystszą radość, jakiej może doznać człowiek – radość z tego, że może żyć w Chrystusie doskonałą jednością trzech Osób Boskich, wchodząc niemal w niewymowny krąg miłości trynitarnej.

6. Życie Klary, którym kierował Franciszek, miało charakter kontemplacyjny i klauzurowy, lecz nie pustelniczy. Wokół niej, która chciała być jak ptaszki niebieskie i lilie polne (por. Mt 6, 26.28), skupiła się pierwsza grupa sióstr żyjących samym wyłącznie Bogiem. Ta „mała trzódka”, która szybko się powiększyła – w sierpniu 1228 r. było przynajmniej 25 klasztorów klarysek (por. List kard. Rainaldo) nie żywiła żadnych obaw (por. Łk 12, 32). Wiara dawała siostrom spokój i pewność wśród wszelkich niebezpieczeństw. Serca św. Klary i jej towarzyszek były wielkie jak świat: jako siostry kontemplacyjne orędowały za całą ludzkością. Obdarzone wrażliwością na codzienne problemy każdego człowieka, potrafiły udźwignąć wszelkie ciężary. Nie istniała taka zgryzota bliźniego, cierpienie, udręka czy rozpacz, które by nie znalazły oddźwięku w sercach kobiet-orantek. Klara we łzach błagała Pana o litość nad ukochanym Asyżem, oblężonym przez oddziały Witalisa z Awersy, i uzyskała wyzwolenie miasta od wojny; codziennie modliła się za chorych i wielokrotnie ich uzdrawiała czyniąc znak krzyża. Przekonana, że każde życie apostolskie musi czerpać siłę z otwartego Serca Chrystusa ukrzyżowanego, pisała do Agnieszki z Pragi słowami św. Pawła: „uważam cię za współpracowniczkę samego Boga i za podporę słabych, chwiejących się członków Jego niewysłowionego Ciała (por. 1 Kor 3, 9)” (List III, 2).

7. Często przedstawia się Klarę z Asyżu – zgodnie z tradycją ikonograficzną, która rozpowszechniła się począwszy od w. XVII – z monstrancją w ręku. Gest ten, w sposób uroczysty, przypomina smutny epizod z życia świętej, która będąc już bardzo chora, z pomocą dwóch sióstr, klęczała przed srebrną monstrancją z Najświętszym Sakramentem (por. Legenda, 21), umieszczoną przed drzwiami refektarza, za którymi toczyła się zażarta walka z oddziałami cesarza. Klara żyła tym Chlebem, choć zgodnie z ówczesnym zwyczajem mogła go przyjmować tylko siedem razy w roku. Obłożnie chora, wyszywała korporały i wysyłała je do ubogich kościołów doliny Spoleto. Rzeczywiście, całe życie Klary było eucharystią, bo tak jak Franciszek w swej klauzurze nieustannie „dziękowała” Bogu w modlitwie, uwielbiając Go i błagając, orędując, płacząc, składając dar lub ofiarę. Wszystko przyjmowała i ofiarowywała Ojcu w jedności z nieskończoną „łaską” Syna Jednorodzonego, Dzieciątka, ukrzyżowanego, zmartwychwstałego, zasiadającego po prawicy Ojca.

Z okazji tego jubileuszu, drogie siostry, cały Kościół z wielką uwagą zwraca się ku świetlanej postaci waszej najukochańszej Matki. Z jak wielkim oddaniem muszą skupić się na niej wasze oczy, by za jej przykładem z większą gorliwością przyjmować łaski Pana i codziennie podejmować trud tej kontemplacji, z której Kościół czerpie wielką moc dla swojej działalności misyjnej w świecie współczesnym. Niech Chrystus, nasz Pan, będzie waszym światłem i radością waszych serc. Wraz z tymi życzeniami, na znak głębokiej miłości, wszystkim udzielam szczególnego Błogosławieństwa Apostolskiego.

W Watykanie, 11 sierpnia 1993 r., w liturgiczne wspomnienie św. Klary z Asyżu, w piętnastym roku pontyfikatu.

 

Ofiara na klasztor

 

Galeria zdjęć

 

Polecamy